|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
†††Tam też bije mój puls†††
†Czytadła...†
†Jestem jaka jestem†
†Koledzy z podwórka :)†
†Moje miejsce na Ziemi†
†Szeleszczące kartki†
†Uzależnienie†
†W ciemnym kinie†
†Właśnie słucham†
***†Zostaw swój ślad†***
Diabeł tkwi w szczegółach
Fotografia
|
poniedziałek, 01 września 2008
zawieszam działaność tego bloga. chcesz mnie znaleźć pod nowym adresem, pukaj na mój nr. gg 5859064 see ya:)
poniedziałek, 25 sierpnia 2008
całkiem fajnie jest! w tym kokonie. fajnie jest się gapić na monitor i przeszperywać zakurzone zakatki. fajnie jest sobie zakładać kolejne konta na portalach internetowych i wynurzać swoje zbolałe myśłi. fajnie jest czekać na opowiedzi na pytania wysyłane przez komunikatory i nie otrzymywać ich w ogóle. fajnie jest być zgrzybiałym od środka. fajnie jest sobie drążyć dziury we łbie i patrzeć jak płyn mózgowo-rdzeniowy wypływa z nich ciurkiem :) i fajnie jest pierdolić konwenanse! wszystkie. na złosć innym, na złość sobie. i nie myć sięi nie czaesać, bo się po prostu nie chce. uszy mi spuchły od tych jebanych kolczyków. i ciagle chce się palić. jeszcze trochę i minie ten pierdolony stres.
niedziela, 24 sierpnia 2008
.... i jak to jest, że nie ma się ani planów, ani myśli, ani żalu?
nic. jakbym została pozbawiona wnętrzności. i wiszę skórą i kośćmi w próżni.... ciekawe to zajęcie.
sobota, 23 sierpnia 2008
...pokłóciłam się dzisiaj z Kretką. o pierdołę. jak zwykle zresztą. i siezastanawiam - czy to źle ,ze nie mam wyrzutów sumienia? czy to źłe, zę raz na jakiśczas mi totalnie odpierdoli i zrobięcoś, czego nigdy zazwyczaj nie robię? to teraz wygląda tak, jakbym sama się usprawiedliwiała. bo tak zdrowo, tak nakazuje instynkt. ale ja sie nie usprawiedliwiam, ja sobie po prostu zdałam sprawę, że nie chcę kolejny raz czegośżałowac. mimo, ze to było okrutne z mojej strony, mimo, że dla innych jestem za uparta i za ślepa, by to zrozumieć. nie, ja nie mam wyrzutów sumienia. nie teraz. i nie wiem, skad ta zawzietosć? skad to poczucie, że dobrze robię? nie mam pojęcia. i prosze bardzo, mogę w ten sposób stracić szacunek. jakośwszystko mi obojętnieje. a te bezsensowne kłótnie do niczego nie prowadzą.... tak przynajmniej mi sięwydaje...
piątek, 22 sierpnia 2008
to moja zła cecha, z którąwalczę. i niby taka spokojna, taka ugodowa, taka słodka i niewinna. a jednak. nie zastanawiam się, kopię na oślep. i żałujęczasem tego. dzisiaj w ogóle nie ma we mnie skruchy. nie ma żalu o coś, co zorbiłam. bo mam ten swój szósty zmysł ponoć i go czasem używam, a raczej on uzywa mnie. wiec nie będę siezadręczać ,ze mogłam inaczej. nie. raz na jakiś czas mogę. przy okazji, zdała msobie sprawę jak cholernie łatwo mnie wyprowadzićz równowagi, jak szybko złosć i frustracja przeradzają sięw bezsilnosć i łzy. i czasme tylko siezastanawiam - dlaczego akurat ja taka jestem? czemu nie mogę dzialać roztropnie, z powagą i szacunkiem dla drugiej osoby. dlaczego czasem sięzniżam do jej poziomu? trudne to jest. ale nie zamierzam się nikomu tłumaczyćze swojej bezmyślnosci, lub jak kto woli, impulsywności. musiała mza to wyjść, pzrejsć sieszybkim krokiem, zapalić, porzucać kamieniami. musiałam, bo tak mną nosiło, tak na każdą stronę. uslyszałam, że powinnam się opanowywać. a co jeśli nie mam na to ochoty? właśnie teraz? to już nieważne, prawda? On mówi, że będą konsekwencje. ja w nie nie wierzę. nie wiem, czy to wynika z tego ,zę tzreba być naprawdę idiotą by wpędzać siebie i kogoś w powazne kłopoty prawne, czy dlatego z,e znowu ten mój szósty zmysł każe mi być spokojną? nie wiem... ale wiesz co? czuję satysfakcję :) cholerną i słodką! wreszcie zobaczą ,ze RoBal nie jest taka bezradna!
czwartek, 21 sierpnia 2008
ulepiłam sobie z siebie całkiem niezłego lenia. pasuje mi życie nieroba. wiecznie tylko bym zarła, leżała na plecach, żarła, leżała na plecach i od czasu do czasu zapaliła fajke. fajnie. gdzieś ten power, którego miałam będąc we wro i pracujac, sobie się ulotnił. tak szybko i zgrabnie. a ja sięzmagam z powtórkami do egzaminów. i nie chce się nic, zagladać, powtarzać. i sobie kopię tyłek, że musze ,ze to wazne. gdzieee tam! no i właśnie mi się kończy wena, na pisanie, na wynurzanie się tutaj. nie wiem, czy to dlatego ,ze dzieje siętak, że nie mam niczego, czym mogłabym siędzielić? a może dlatego ,zę osiagnęłam ową stabilizacjęmentalno-fizyczną? nie wiem. zwyczajne zniechęcenie. bo ile mozna pisać o problemach, o braku zrozumienia, o miłosci, o kipieniu z radosci i tak dalej? no ile? wiec moze przestanę pieprzyć. mozę na jakiś czas sobie pocieszę się własnym małym światem, który jest interesujaco krągły i wreszcie normalny? może to pozwoli mi na zdystansowanie się :) i porócenie do Was... bo przecież ktroś mnie odwiedza prawda?
niedziela, 17 sierpnia 2008
to był nasz wekend :D nasz! zamkniety w dłoni, piękny, majestatyczny kraków. nasze spacery, nasze wzruszenia. nasze jedyne w swoim rodzaju wstrząsnięcia przy okazji wizyty w oświecimiu. coś we mnie pękło wtedy. cos zatamowało łzy. gdzieś one się wlały w duszę, nie pozwoliły mówic, oddychać, czuć. przerażajacy, ale prawdziwy obraz. byliśmy pod jego wrażeniem cały dzień. kosztowalismy to, co kraków nam dawał. wedrowaliśmy po starówce, oczarowana kwiatami od niego. zakochani w widoku z walwelu na wisłę. zakochani w klimatycznych kawiarenkach, w ludzkich głosach przemawiaących w róznych językach. zakochani w spaniu na sobie na wzajem. zakochani w szcześciu, upici drinkami i wspaniałą atmosferąwłoskiej knajpki, w której zjedliśmy pyszną kolację. nie liczyliśmy czasu, który pozostawał do odjazdu. w noce tylko razem, robienie kanapek, spanie przy otwartym oknie. nasze upojone ciała, nasze wspólne niedospane poranki. czułam się szczęśliwa. najszczęsliwsza na śweicie mając go przy sobie, dla siebie. dokładnie tak. wczoraj powrót, bardzo długa podróż pociagiem. i ksiażki nasze, zaczytuję siew Szelmostwach niegrzecznej dziewczynki LLosa, potem Cień wiatru. odkrywaliśmy nowe smaki, miejsca, w których tzreba być. i dzisiaj... moja matka zepsuła wszystko. całą radosc, którą czerpałam z faktu ,ze to był jeden z najpiekniejszych, jeś.i nienajpieknieszy weekend mojego zycia. moja matka, która ma focha na mnie, bo rano, po 8 poszłam do misia, który spał w pokoju obok i położyłam się i zasnęłam. moja matka, któran iczego nie rozumie, nie próbuje nawet przyjać do wiadomości pewnych rzeczy. przecież wiem ,ze nie możemy pod jednym dachem wyprawiać tego co w krakowie, ale przecież nie jestem dzieckiem, które tzreba karać za przyjemnosci, za świadomosc, za poczucie dojrzałości. moja matka nie rozumie, jak może tak zwyczajnie chcieć siewtulić w ukochane ciało, chociaż na chwilkę polezec pod ciepłą kołdrą. moja matka nie rozumie, że mnie boli jej chłód i dystans, że nie potrafi się przyznać ,ze ona miała tak samo, że przecież przechodziła przez te etapy miłości. nie. ona potrafi mnie zadźgać wzrokiem. bezlitośnie. kazać się kajać, bo właśnie przezywam szczęście. nie moja matka nie umie tego zrozumieć. a ja czuję, jak pęka we mnie ta bańka radosci. bo ona wszystko mi tak idealnie burzy. idealnie. jakby się ruodziła z takim darem. ![]()
środa, 13 sierpnia 2008
uspokoiłam się. wreszcie jestem taka jak zawsze. pełna nadziei i spokoju. potzrebna była burza, bym sobie mogła uświadomić, jak wiele mam :D jak cudownie jest być w tym miejscu i czasie, z tymi ludźmi, którzy są. jak cudownie jest sięrozpływać w błogim spokoju - już wiem. potrzebna mi była wczoraj rozmowa, uspokojenie galopujacych myśli. i już wiem - jestem bardzo silną i twardą sztuką. rozkoszuję się chwilami, które pozostały do odjazdu do Krakowa. nasz pierwszy wspólny wyjazd. tak daleko, tak bez nikogo, tylko On i ja. i piekny Kraków. patrzę na te kilka dni z nadzieja. kiedyś Krecik mnie zapytała, czy mi to wystarczy, posiadanie go na "własnosć" przez parę dni. wystarczy. taki już tworzymy związek, wiecznie gdzieś osobno, ale jak jużrazem, to na maxa, do upadłego. cieszę się, chwytam każdą wolnąchwile, każdy jego uśmiech. zapamiętuję je, chowam do szkatułki wspomnień, one sątylko dla mnie :) po wczorajszej rozmowie - lepiej mi, bo już wiem, na czym stoję. to było tylko na chwilę. ale spustoszenie, jakie ta chwila pozostawiła po sobie, widzę tylko ja. bo to siedziało we mnie. ale już jest pieknie. jużwiem. doceniam, ze ten pan pozostał z boku, jak dobry duch. to chyba już tak jest, ze spotykamy na swojej drodze ludzi, ktorzy nas czegoś uczą. a ja im bardziej go poznaje, tym lepiej wiem, że kocham mojego Misiaka. że nikt nie jest w stanie mnie od tego odwieźć, żadne przelotne tzrepoty serca, żadne myśli "boze, i co teraz?". zadne chwile upojności meta-fizycznej. nic. bo ja wiem, wiem, jak bardzo mocno tzreba do mnie dotrzeć, bym zmieniła zdanie. ale póki On trwa przy mnie, póki widzę w Nim siebie, wiem ,ze to ten i żaden inny. wiem, że to jest tak strasznie pogmatwane, to brzmi jak paradoks, ale właśnie na paradoksach poelga moje zycie. kręci sięwokól samych sprzeczności, niezrozumiałych uczuć i emocji. i chyba lubięten stan. keidy siadam ze spakowanątorbą, kiedy ogladam sieza siebie po raz ostatni. lubię te zmiany, lubię ten wieczny ruch. i kocham! kocham ten świat za to ,ze daje mi tych wszystkich ludzi, którzy mnie uczą siebie. jutro Kraków! i nasze piekne poranki i noce. docekac się nie mogę :)
wtorek, 12 sierpnia 2008
nie zapomne jak wczoraj zabrał mnie na spacer po krętych dróżkach. jak mocno przytulił, kiedy mu powiedziałam skąd we mnie to całe zagubienie i brak pewnosci do wszystkiego. nie zapomnę jak bardzo mocno mnie kochał tej nocy, jak pieknie patrzył na mnie. poczyuąłm się taka specjalną osobą w jego oczach. nie zapomnę jak mocno trzymał mnie za ręke, jak gładził włosy i mówił ,ze to wszystko wie i zna. poczyułam się jego w 100%, jak zawsze. jak wtedy, kiedy dwa lata temu przepraszał mnie za siebie. czuję się piekna, doceniona i mniej zagubiona. dalej zła na tego pana, ale już o tym nie myśle. nie warto. żyję naszym wyjazdem do krakowa na parę dni :) bedziemy piekni w krakowie, na wawelu, w sukkiennicach. nasze kilka dni rozkoszy cielesnych i duchowych. nie mogę siedoczekać aż beziemy sięrazem budzić i zasypiać. kocham go tak jak kochałam zawsze. jego czyste oczy, zrozumienie i delikatnosc, której mi tak brakowało. znękana przez swoje wichry, a teraz czuję ,zem ogłabym wszystko udźwignąć. i dotykać najgorętszych ogni. oglądaliśmy razem "pamietnik". spłakani, wtuleni w siebie. czy nasza miłość jest równie piekna i niezwyciezona. wczoraj wtulając siew jego ramiona powiedziałam przez łzy: nic nas nie zniszczy. nic - usłyszałam. i nikt :) tylko ty:*
poniedziałek, 11 sierpnia 2008
przezywam teraz czas złoszczenia się na siebie. za to, jaka głupia jestem, za to ,że poświecam swój czas na bezczynne siedzenie i czekanie. na niewiadomo co. zła jestem, bo ciagle coś mnie rozprasza, te myśli brudne i chore. i zła jestem,zę pokazałam swojądobra, bardzo uczuciową twarz komuś, kto nie był i nie bezie tego wart. bo sobie wkręciłam na chwilę, że mogę być królewna dla całego świata. nie jestem i nie będę. i oto wyczekujęznaku na niebie, a znak tylko milczy. wiec i ja nie bedę już pokazywać, jak jestem miłosierna dla ludzi. bo się moge martwić, gryźc paznokcie z niepewnosci, a i tak każdy ma to w dupie. zatopiesięw egoixmie teraz, pozwolisz? będe się rozkoszować Jego obecnoscią, zapomniwszy, ze komus dałam trochęwiecej. nie będę już. nie bedę. bo tylko On jest w stanie we mnie to ujrzec, tylko On moze brać wiecej niż mogę dać. tylko On zasługuje na to, bym nigdy niku nie pokazywała tego ,co jest dla nielicznych. i tak, proszę pana, jeśli to czytasz, to jest to o tobie! bede suką i zimna pindą, która widzi tylko czubek własnego nosa! i sobie ulże tak jak zwykle. zapominajaco całym świecie i Twoich problemach! skoro ty nie widzisz moich! adieu! my sweet seduce!
niedziela, 10 sierpnia 2008
to zdrowo się czasem dobrze wypłakać. zauwazyłam ,ze po 8 godzinach nie miałam już czym, nie było już powodu, aosoba, przez którą płakałam, wcale nie miała żadnej większej winy na sumieniu. ba! własciwie to nic nie zrobił. a ja zamknieta w czterech ścianach powoli sączyłam łzy to w chusteczki, w poduszki, w rękaw od swetra. kiedy płaczesz, jest ci zimno. jest ci tak samotnie, jakbyś nigdy nie zaznał żadnego ciepła. a przecież ten stan nie trwa wiecznie. pzrepłakałam cały dzień, miałam oczy jak ping-pongi i gdzie mnie to zaprowadziło? do cudownej myśłi - przecież wszystko jest ok, nic się nie dzieje złego. że sobie wmówiłam troszkę fałszywych uczuć. że tak naprawdę żaden inny facet nie jest dla mnie ważniejszy. czujesięjak rozchisteryzowana 15-latka. jakies pieprzone emo. nic sięnie stało, tylko na chwilkęzgasło we mnie światło. wykipiały wszystie emocje, jakie się we mnie przez miesiać zbierały. i postanowilam, nie dawać się okręcac wokół palca, nikomu, oprócz niego. i postanowiłam kontrolowac sytuację, prowadzić ją tak jak ja tego chcę! dzisiaj dostałam tyle czułych słów. i teraz znowu powolutku unoszę się nad ziemię. mój ksiaże z bajki znowu bedzie ze mną. moze to monotematyczne, ale prawdziwe. brakuje mi słów by opisać wszystko, dlacego jest jak jest ze mna, co mi po głowie chodzi. musiałam iśc wyłazić tą frustracjędo samej siebie. na uszach dźwieczał Sigur rós. i wiatr wiał. i ja czułam się kochana, bardzo, bardzo kochana :)
sobota, 09 sierpnia 2008
zgubiłam się... bałam sie, ze keidyś tak bedzie... zgubiłam sięwe własnych uczuciach. zgubiłam sięw tym miesiacu bez niego. i teraz boli wszystko. i cztery razy mocniej wszystko do mnie dochodzi. zapomniałam... boze ja zapomniałam jak go kochać. jak być z nim. zapomniałam wyczucia, nie musiałam go mieć w kontaktach z innymi ludźmi przez ostatni czas. zapomniałam, gdzie jestem, kim jestem i po co jestem. a miłość teraz boli. i cierpienie wysysa ze mnie radosć. zapomniałam jak go przytulać, dotykać. tak siętego bałam.... boję się nadal... pomocy!
piątek, 08 sierpnia 2008
... nie przepuszczałam, ze tak mozna płakać ze szczęścia. cały miesiac. wyczekiwałam, tęskniłam. zapełniłeś pustkę w moich ramionach, nasyciłeś pocałunkami, wziąłeś za rekę i poszliśmy tam, gdzie zawsze jest dla nas miejsce. tak tęskniłam, zdałam sobie z tego sprawę dopiero dzisiaj. kiedy wręczyłeś mi ta piękną róże, kiedy całowałeś mnie tak, jakbyś od nowa poznawał. a ja płakałam. łzy szczęścia i tęsknoty, emocje opadały mairowo cały dzień. i nigdy nie zapomnę tych wszystkich słów. tego jak płakaliśmy razem, bo jesteśmy tak cho lernie szczęśliwi. nie zapomnę twojego wnikliwego wzroku, kiedy mówięłś mi ,zę każda chwila beze mnie dłuży się, ze nauczyłam Cię kochać i dawać. nie zapomnę tego jak poweidziałeś, ze jestem najcudowniejszą kobietą na świecie. i w końcu Twoje dłonie... tak dokładnie znasz mnie.
znowu płacz szczęścia.
czwartek, 07 sierpnia 2008
no to kiełkują we mnie nowe pomysły. i takm jednym, chyba najwazniejszym jest to, by sobie przekłuć uszy. niestety, próbowałam nosić kolczyki chyba 4 razy w życiu i niestety nie dało rady... uczulenie na srebreo i podróbki złota. brawo dla tej pani! ale odstałam od Krecika takie śliczności ze stali chirurgicznej, nieuczulającej. i sobie myślę zrobić cacka w płatkach usznych :) poza tym, siedze nad księgami. a chcieć to mi się nie chce, bo nie mam cierpliwości i zapału do tego w ogóle. rozp ływam się przedmonitorem komputera, dopieszczam swoje konto na dA, wyszukuję nowych smaczków na last.fm. dni mijają. ale jest już lżej, bo jest On. moje kochanie, mój Miś. ta myśl z,ę juz nie tzrebaza nim tak mocno tęsknic troszkę mnie przeraża. bo sięzdążyłam przyzwyczaić, że on jest te 1000 km ode mnie. że tam czeka na mnie a ja tu na Niego. i może to jest tak irracjonalen i niezbyt normalne, ale teraz kidy juz jest, po prostu czuję mała nutkę niedosytu. lubię tęsknic, juzto Ci kiedyś mówiłam. ale chyba ta tesknota czasem staje się patologią. w każdym razie, jutro przyjedzie do mnie, na caluuuśki dizonek :) będziemy siedzieć na łące, bedziemy sie dzielić sobą. bedziemy trzymać się za ręce. i się popłaczę... i będe taka szczęśliwa jak w bajce. i świat nam bedzie zazdrościł... o tak!
środa, 06 sierpnia 2008
![]() i oto wrócił :) a ja pływam nad ziemią <3 zakochan bez pamieci w piosence "Breathe Me" niesmaowitej Sia ;] i choć tekst jest smutny.... to emocje i tak rozwalają mi uszy. jest :) moje Niebo :)
wtorek, 05 sierpnia 2008
zawsze myślałam, że po Magdzie i Pierdzie nic dobrego mnei nie spotka. żadna przyjaźń, żadne pokrewieństwo dusz. zaowdy na kims, kto jest trochę bardziej niż chłopak są najgorsze. ten wbijany nóż w plecy, boli bardziej niż jego odejscia. i potem bywa tak z,ę poznaje się nową osobę, nową zupełnie cząstkę istnienia. i kiedy staje się bardzo ważna, to przezywa sięz nią wlooty i upadki. to ma sięochotę wziać kafarów z bejsbolami czasem, wsiąść w małego fiata i natłuc tego, który wyrządza jej krzywdę. dlatego czasem chciałoby się znaleźć mądre, pokrzepiajace słowa, by nie płakała, albo nie była smutna. a czasem chciałoby się po prostu, by była szczęśliwa. ważna osoba to trochę bardziej jak siostra lub brat. to tak jakby nagle, wśród tylu twarzy dookoła dostrzegało siętą, która nie tylko bierze, ale takze i daje. która mocno trzyma za rękę. to trochę bardziej niż mama, do której też mozna przyjsć w środku nocy i wypłakać sięw rękaw. to ktoś taki, komu zawdziecza się nowości w swoim życiu i ciagłe rozwijanie się. ktoś, dzięki komu ma siestosy nowej, ambitnej muzyki w komputzerze, piekne zdjecia, na których siesobie podobasz, godziny rozmów o wszystkim i o niczym, wieszanie pachnacej pościeli na strychu i śmianie się z siebie. to ktoś taki, komu zawsze można powiedziec sekret i nie czuć siez nim tak zupełnie samym. i nawet jeśli tam w sercu coś siedzieje, coś nie pozwala zaczerpnać oddechu, jeśli On miał być a Go nie ma... przytulam. chociaż to tak niewiele w porównaniu z tym, co mozę dać ulgę. choć to tylko siostrzane ciepło.
niedziela, 03 sierpnia 2008
wczoraj wróciłam po miesiecznych wojażach. pracowałam, zbijałam bąki, piłam, smiałam się. brzmi trywialnie. ale wcale tak nie było. uspokoiłam się. mam jakaś siłe, by sobie pchać dalej wózek z marzeniami. i pomogła mi, moja Krecioszka, wytrwać, nie myśłeć, zdystansować się. nie trzeba było wielkich słów. po porstu wszystki się uspokoiło. kocham ten klimat wrocławia. pozwala mi spojrzeć na wszystko inaczej, z innej perspektywy. pozwala mi sięcieszyć ,ze jeszcze nie jest źle. i paradoskalnie, uspokaja mnie szum zatłoczonych ulic, anonimowość, brak jakich kolwiek pytań. wiem co bezie dalej, bedzie kraków z Nim, będzie ta niesamowita i szalona noc ;] będzie ze mną. i bedą też zdane egzaminy. i będzie wszystko w porzadku, wbrew prawom Murphiego, które wczoraj mój ojciec kazał sobie wydrukować i powiesić na lodówce, tak w ramach przypomnienia. ten miesiać był przepełniony emocjami, szaleńczym pędem. i mokrymi ścierami, i zasyfiałymi kibnlami państwa pod kołniezykami. i był jeszcze ten czas, kiedy czułam ,ze Krecik jest tak naprawdę moją druga połowa, radością i wsparciem. wiec wracam teraz spokojna o wszystko. uda się :)
środa, 16 lipca 2008
śnisz mi się w konwaliowym ogrodzie Półsłodki w omdleniu Gorzkawymi ustami nachylamy się do snu W oczy patrzymy strachowi przed nieznanym uniesieniem Usmiech pół-wykrzywiony Nauczeni ostrożności wyrywamy sobie stopy i skrzydła Radujac się z aktu posiadania trwałości na wiecznosć Ten następny raz na pewno zasieje we mnie sierpniowe gwiazdy w uśmiechu Ten następny raz nie skule nóg nie zniknę w rogu łóżka Ten następny raz stanę się czerwienią płynącą ukradkiem Drzewa ozdabiasz plastikowym kolorem i każesz oddychać I każesz kochać się w lunatycznym słońcu. Rozstawiać nodi i rodzić kolejne zepsucie. Ozdabiasz mnie jadem ideału Przecież nie wydam na świat twoich cnót... gdy jest tak jakby palce chwytały życie Po co się schylać i unikać wiatru?
wtorek, 15 lipca 2008
miał rację... w moim głosie można wyczuć wszystko. praktycznie każdą, pojedynczą emocję, każdy lęk, radość, wzruszenie, złość, nostalgię. oszukuję siebie, że to zmęczenie. jakaś pustka po Nim zostaje, a ja jąsobie tuszuję w najbardziej przystępny sposób. chodze na spacery. znowu mam tę nieodpartą chęć chodzenia tam "gdzie wszystkie wspomnienia zlewają się w jedno". znowu chodze sobie zrywajac obumarłe źdźbła trawy, wyczekując na niewiadomo co. towarzyszy mi to dziwne uczucie, coś w rodzaju ściskania w dole brzucha. coś pokroju czekania. tylko nie umiem określić, na co, na kogo? miewam też dziwne sny ostatnio. wiem, że możesz uznać to za niedorzeczność, ale ja bardzo na nich polegam, zapisuję je sobie w głowie. nękają mnie.... nieokiełznane myśli. wędrują gdzieś po moich zwojach mózgowych. zupełnie niepotrzebnie, bo potem tylko o tym myślę, nawet szybki bieg przez trawy nie daje żadnego ukojenia. najgorsze jest to ,zę w tej całej tęsknocie, zniknła zupełnie z moich snów. to trochę jakby nie miał tam wstępu, nie wiem, jak to określić. i przeciez kocham, tęsknię do utraty tchu. ale... jestem spokojna. o niego. niespokojna zaś... o siebie. do jutra przejdzie. powinno. potrzebuję się znowu wyszumieć. nażreć samodzielnością. potrzebuję porozmawiać. z kimś, o czymś. nie wazne. pewnie to prawda. każdy z nas ma swoje paranoje....
poniedziałek, 14 lipca 2008
rozkoszujęsię Sia... to niesamowite, co muzyka potrafi ze mną zrobić. i nowy album Sigurów :) i jakoś czas popłynął szybciej.ślęczę to przed TV, to przed komputerem. i wciąż coś podjadam. ciagle kłują mnie ni to jajniki, ni to macica. ciężko stwierdzić. ale stwierdziłam ,ze poczekam na okres, by się przekonać ,ze wszystko ze mną dobrze. tak to jest, jak babsztyl sobie wkręca historie nieskończone w ten pusty łepek. poczekamy, zobaczymy :) w mojej głowie - cisza. oczekiwanie na coś. sama nie wiem na co. byłam na spacerze, bo nogi same mnie niosły. w dal. i skończyło się tak ,ze niby jak ta rusałka sobie brodzłam naszej rzeczułce. pieknie pachną kaczeńce przy brzegach. i pełno takich smiesznych muszek. rozkoszowałam sięzapachem lata, smiejac siesama do siebie. gdyby tak mozna było podzielic ten dzień na pół z Nim? trochę aktualnie niemożliwe. wczytuje się w coraz to nowsze blogi. w coraz to nowsze dźwieki zatapiam się. dobrze tak poleniuchowac, pobyczyć się. bo za parę dni znowu Krecikowo :) będziemy pracować, aż się będzie kurzyć. ten rok pod względem moich przyjaxni jest bardziej obfity. to, co działo siępoprzedniego lata, chciałabym jak najszybciej zapomnieć, wymazać z pamieci. czasem aż mi się dziwnie robi na myśł, kiedy siedze koło Niej, że to już dawno za nami,rozmyło się w proch. i dobrze. nie wspominam tego. niemniej - podziw zostaje :) Misio dzwoni i to kilka razy dziennie nawet :) nie czuję tej odległości. nie pozwala mi na to. dzieki tym telefonom, jego gorącemu uczuciu, jest mi lepiej. nie bioję się ,ze znowu go nie zobaczę przez parę dni. a przed nami tylko miesiac. i jedziemy do Krakowa. szybko, szalenie, do utraty tchu. jeszcze trochę :)
siedzę w pokoju. z głosników powoli są czy się Tiamat. mrocznie mi. jak zwykle to bywa w późne wieczory. siedze sama, w ręce trzymam puszkę piwa. samotniej jest, gdy cisza przerywana miarową gitarą i perkusją, nie pozwala zasnać. wiesz? dzisiaj wezmę twoje zdjecie. położe je na poduszce obok. wiesz, będę je gładzić palcami, zupełnie jak twoje niesforne kosmyki włosów. kiedy śpisz... opadajaCi na czoło. i wtedy je delikatnie zgarniam byś się nie obudził. nie patrzył na mnie z pytaniem poprzez mgłę snu. będe spogladać na to zdjecie, wyobrażajac sobie, że tulisz mnie do siebie. słodko pachniał i ściskał dłoń, kiedy coś Ci się sni. będę powoli topić się w śnie. by tylko z tobąspotkać się na zielonej łące. bedziemy zrywać kwiaty, będziemy brodzić stopami w rzece. będziemy patrzeć na kaczeńce. i bedziemy leżeć na trawie obserwujac uciekajace słońce za chmurami. rano znowu się obudze. i bedę wiedzieć. nie miałeś prawa być ze mną na prawdę. ale w snach... wracam na tę łakę. upokojona zapachem twoich słow... kocham Cię... wracaj do mnei szybko...
sobota, 12 lipca 2008
jak to jest, ze rzadko siętam bywa, a jak już sietam jest, to człowiek ma wrażenie, ze zawsze tam był i do tych miejsc należy? ja chyba to uczucie mam w zmniejszonej intensywności dawkowane, ale mój Ojciec na pewno odczuł to o wiele bardziej. jak tylko wróciłam z wrocka, tato porwał mnie na trzydniową objazdówkę po Kaszubach, jego rodzinnych stronach. odwiedzanie ciotek, babci, kuzynów i kuzynek. taki maraton. ale nie żałuje. owszem, były te lekkie puknięcia, jakies ścierania się ,ale to nie ważne. jestem zakochana w tych miejscach, w tych dolinach i wzgórzach. w tych dzikich jeziorach i morzu. to chyba jest to, gdzie chciałabym być. kiedyś... może... szykuje mi sięrównie intensywny czas. dorwałam robotę, potem wyjazd do krakowa z moim Kochanie. i nauuka :( dużo nauki. a nie chce się nic. mówie Ci, to straszne uczucie. wiesz, ze masz tyle roboty, a ruszyć się tyłka w ogóle nie chce :( no i tak sobie egzystuje z dnia na dzień. trochę przerażona swoją fiziologią ostatnio jestem, ale mam nadzieję, że wszystko ok. i czekam na Niego. dzwoni kilka razy w tygodniu, stęskniony, zmeczony. dzwoni i pyta i opowiada i zapewnia. i troszkę mi smutniej po takich rozmowach, bo co to jest 20 minut przez telefon? wolałabym go mieśc przy sobie, mocno trzymać za rękę i nie wypuszczać już... brakuje mi strasznie. i jego i tego poczucia wolności. za tydzień znowu z Kreciolem :) i znowu to samo <lol>. Can't wait, normalnie :)
wtorek, 08 lipca 2008
nie wiedząc co robić, pojechałam, zamknęłam okno g, wzięłam pod pachę torbę i wysiadłam na głównym we wro. parę dni, przychodził ten skurcz w brzuchu, że wszystko mi poszło nie tak. a potem totalne poluzowanie. tak jak chciałam. kochany krecik. nie pozwoliła mi smutać, codziennie jakieś piwo, jakieś wino. wypady na miasto. kolacje z jej mężem. codziennie nowe perspektywy pracy. udało nam się dopiero teraz, dwutygodniowe sprzątanie w biurach, całkiem fajne pieniądze. wydaje się, że oderwanie potrwa dłużej. robi mi się rózowo w gębie na samą myśł. teraz kilka dni w domu. dziwnie. tato wrócił. jakaś przepaść. jakoś nie tak. głoś misia w słuchawce. chciałabym zapłakać, ale tak w kącie, bez nikogo. tęsknię bardzo. tydzień mija bardzo długo. tydzień... jeszcze 4... z kretem - wygłupy niemalże do rana. nowe zdjecia, nowe filmy. dobre, syte rozmowy. klei się bardzo dobrze. pomiomo strachu. klei się:) słucham Escobara. przyjemne muszki wirują w powietrzu. swoje łóżko. stęskniłam się. za swoim katem. a potem beęsię martwić co dalej. na pewno :)
poniedziałek, 30 czerwca 2008
musze odreagować. nieudana sesja, powiedzmy, rzutuje na całe wakacje. nie mam ich od dwóch lat praktycznie. od dwóch lat moje edukacyjne poczynania nie sa takie, jakie bym chciała, by były. i niby nie jestem z tym sama, ale sama musze się uporać z tym, by wziać się w garść i coś ze sobązrobić. niewiele mi zabrakło, by mieć przód. nie mam odwagi przyznać się, że wtopiłam praktycznie wszystko. powtórka z rozrywki. pieprzone wyrzuty sumienia. chce mi sięryczeć. z bezsilności, ze wściekłości. najgorsze jest to ,ze większośc wokól mnie poradziła sobie ze wszystkim, a ja wiecznie muszęsięwspinać pod tą góre i właściwie, mało co mi wychodzi z tego. nie wiem, czy to wynika z faktu, że jestem małozdolna, czy przez to, że tak niewiele nie dzieli od satysfakcji i wygranej, a umysł nie ma ochoty na regeneracjęsił? nie wiem. robięsobie wakacje. chociaż na chwilę. chociaż przez te kilka tygodni, chcę zapomnieć o szkole. boję się, czy mi to wyjdzie. muszę spróbowac. robię sobie wakacje, by sie oderwać i nie rozpaczać.
niedziela, 29 czerwca 2008
trudno opisac... trudno powiedzieć jak... ale Ja to Ty... Ty to Ja... My. chciałabym na zawsze. zamykam oczy i widzę to wszystko. widze Ciebie. nikt inny nie wypełnia moich pustek tak doskonale jak Ty. nie chcę Ciebie spuszczać z oczu, kochany. Jestem... jestem Tobą. w każdy mznaczeniu tego słowa. I będe czekać na Ciebie. wycinajacz kalendarza kolejne dni. Będe wypatrywać Cięw oknie, Twojego powrotu. I znowu bezie nam jak w niebie. Utopię się. W zieleni twoich oczu. Połknę Cię. Cała w Tobie :*
|